Epidemia cholery na Haiti: winny ONZ czy katastrofalne warunki sanitarne?

Skomentuj
Mieszkańcy Haiti przeprawiają się przez rzekę w drodze do ośrodka zdrowia. Woda zatruta bakteriami cholery była przyczyną wybuchu katastrofalnej epidemii. Fot (c) IRIN.
Mieszkańcy Haiti przeprawiają się przez rzekę w drodze do ośrodka zdrowia. Woda zatruta bakteriami cholery była przyczyną wybuchu katastrofalnej epidemii. Fot (c) IRIN.

Monika Nowacka

W wyniku jednej z największych epidemii cholery, jakie odnotowano w czasach współczesnych na świecie,  zachorowało już około 660 tys. Haitańczyków, a ponad 8 tys. zmarło. Choć dowody wskazują, że ognisko zakaźne choroby wyszło z obozu nepalskiego kontyngentu uczestniczącego w Misji Stabilizacyjnej Narodów Zjednoczonych na Haiti (MINUSTAH), ONZ nigdy nie przyjęło na siebie odpowiedzialności za wywołanie epidemii.

Eksperci ds. zdrowia publicznego przewidują nawracające fale choroby przez następne dekady, gdyż przecinkowiec Vibrio cholerae na stałe zadomowił się w haitańskich warstwach wodonośnych, a katastrofalne warunki sanitarne stwarzają idealne środowisko do rozprzestrzeniania się infekcji.

Źrodło epidemii   

Pierwsze przypadki cholery odnotowano w październiku 2010 roku, czyli 9 miesięcy po apokaliptycznym trzęsieniu ziemi, które pochłonęło 316 tys. ofiar śmiertelnych oraz poczyniło gigantyczne straty materialne, odpowiadające według szacunków Banku światowego kwocie równej 15 procentom PKB Haiti. Początkowo myślano, że ta pierwsza w historii kraju epidemia cholery została wywołana przez uśpioną bakterię, która została rozbudzona, a następnie zaczęła się pomnażac i zarażać ludzi na skutek wyjątkowo trudnych warunków sanitarnych panujących w kraju po trzęsieniu ziemi. Rzeczywiście, cholera rozprzestrzenia się w warunkach obniżonej higieny. Człowiek zaraża się spożywając wodę lub jedzenie skażone odchodami nosicieli patogenu. Choroba daje objawy bardzo podobne do zatrucia pokarmowego. Prowadzi do gwałtownego odwodnienia i może zabić w kilka godzin.

Woda w rzece jest nie tylko źródłem życia, ale i śmiertelnie groźnej choroby. Fot (c) IRIN

Woda w rzece jest nie tylko źródłem życia, ale i śmiertelnie groźnej choroby. Fot (c) IRIN

Bardzo szybko ustalono jednak, że chorobotwórczy pierwotniak dostał się na wyspę z zewnątrz. Pod koniec 2010 roku kilka zespołów epidemiologów niezależnie stwierdziło, że szczep bakterii, który zaatakował kraj – Vibrio cholerae serogroupa O1, serotyp Ogawa – pochodzi z Południowej Azji i został przywieziony na Karaiby przez nepalski kontyngent, który jesienią zasilił haitańską Misję Stabilizacyjną ONZ. Odkryto, że rury ściekowe w latrynach obozu Nepalczyków usytuowanego w Mirebalais, niedaleko rzeki Artibonite, były nieszczelne. Dodatkowym zaniedbaniem ze strony MINUSTAH był fakt, że choć w Nepalu cholera jest chorobą endemiczną, to żołnierze spod Himalajów nie zostali przebadani na jej obecność przed przybyciem na Haiti.

Przez kilka miesięcy ONZ kategorycznie zaprzeczał, jakoby jego siły pokojowe wywołały epidemię. Pod presją społeczności międzynarodowej organizacja powołała niezależny zespół ekspertów, który potwierdził w raporcie opublikowanym w maju 2011 roku, że źrodłem zakaźnym był szczep bakterii pochodzący z Południowej Azji. W podsumowaniu dokumentu podkreślono jednak, że epidemia cholery nie była umyślnym działaniem grupy osób, tylko „splotem okoliczności”, związanym m.in. z niezwykle niskimi standardami sanitarnymi panującymi w kraju. Ustalenia raportu wydają się dość trafne. Patogen cholery przywieźli nepalscy żołnierze, ale szybkiemu rozprzestrzenianiu się choroby winny jest kryzys sanitarny na wyspie.

Kryzys sanitarny na Haiti

Haiti od kilku dekad było uznawane za tykającą bombę sanitarną. Przed trzęsieniem ziemi 2010 roku żadna miejscowość na wyspie nie miała publicznej kanalizacji ani oczyszczalni ścieków. Raport WHO/UNICEF opublikowany w 2008 roku wskazywał, że tylko 12% ludności żyjącej na obszarach wiejskich oraz 29% mieszkańców haitańskich miast miało dostęp do „ulepszonej infrastruktury sanitarnej” (ang. improved sanitation), do której zalicza się również latryny. Trzęsienie ziemi znacząco pogłębiło istniejące wcześniej problemy oraz zaostrzyło podstawowe potrzeby w zakresie zaopatrzenia w czystą wodę oraz higieniczne sanitariaty.

Tradycyjne latryny, z wykopanym dołem ziemnym, były i nadal są najbardziej rozpowszechnioną formą toalety, ale kraj nie ma odpowiedniej metody na utylizację ich odpadów. Lokalni operatorzy, zwani „bayakou”, często palą ludzkie odchody bądź wrzucają je do rzek i rowów melioracyjnych. Latryny, które nie posiadają w swej konstrukcji odpowiednich płyt zabezpieczających, są szczególnym zagrożeniem w miejscach o wysokich wodach gruntowych, takich jak np. slumsy w Port-au-Prince, gdzie nieszczelne toalety prowadzą do skażenia zasobów wód podziemnych kałem, a tym samym, rozprzestrzeniania się infekcji żołądkowo-jelitowych. Według Panamerykańskiej Organizacji ds. Zdrowia (PAHO, amerykańskiego odpowiednika WHO – Światowej Organizacji Zdrowia), choroby biegunkowe są głównym problemem zdrowotnym wśród haitańskich dzieci poniżej piątego roku życia.

Brak działań publicznych w zakresie poprawy warunków sanitarnych skłania wielu Haitańczyków do załatwiania potrzeb fizjologicznych na wolnym powietrzu: w krzakach, wzdłuż chodników, w strumieniach, rzekach, kanałach, na plaży. Wielu mieszkańców wyspy oddaje kał do plastikowych worków, które porzuca następnie w kopcach na śmieci lub kanałach ulicznych. Deszcz zmywa odchody po stromych zboczach do kanałów zasilających Morze Karaibskie, przyczyniając się w ten sposób do katastrofy ekologiczno-zdrowotnej.

Agendy zajmujące się zwalczaniem skutków katastrof naturalnych próbowały na szybko rozwiązać haitański kryzys sanitarny, wprowadzając  tymczasowe toalety przenośne. Te jednak okazały się bardziej problematyczne niż pomocne, gdyż ich niska pojemność sprawia, że trzeba je opróżniać prawie codziennie. Ze względu na brak pojazdów asenizacyjnych oraz nadmierne koszty nałożone przez usługodawców, toalety często nie są serwisowane przez całe tygodnie. W konsekwencji Haitańczycy odmawiają korzystania z cuchnących i przyciągających hordy much przenośnych WC.

Dziecko chore na cholerę w szpitalu St. Nicolas w St. Marc na Haiti. Fot (c) UN Photo

Dziecko chore na cholerę w szpitalu St. Nicolas w St. Marc na Haiti. Fot (c) UN Photo

Niepowodzenia projektów krótkoterminowych skłoniły darczyńców do szukania rozwiązań długofalowych.  Dużym, jak się początkowo wydawało, osiągnięciem w zakresie poprawy stanu infrastuktury sanitarnej była budowa dwóch pierwszych w historii kraju oczyszczalni ścieków. Pierwsza powstała we wrześniu 2011 roku w Morne à Cabrit, a druga w maju 2012 w Croix-des-Bouquets. Niestety, podobnie jak w przypadku wielu innych projektów infrastrukturalnych na wyspie, oczyszczalnie te mają ogromne problemy z zabezpieczeniem funduszy na pokrycie kosztów operacyjnych, w wyniku czego obiekt w Morne à Cabrit pozostaje od kilku miesięcy nieczynny.

Brak zdecydowanego zaangażowania ze strony władz lokalnych oraz międzynarodowych agend pomocowych na rzecz poprawy warunków sanitarnych sugeruje, że szanse na zażegnanie epidemii cholery w najbliższym czasie są bardzo małe. Choć haitański rząd ogłosił w lutym bieżącego roku długo wyczekiwany, dziesięcioletni plan walki z chorobą, oszacowany na 2.2 miliarda dolarów, pozyskanie środków na sfinansowanie tego przedsięwzięcia okazuje się niezmiernie trudne. W tej sprawie najbardziej zaskakuje postawa ONZ, w opinii wielu obserwatorów bliska arogancji. Pomimo faktu, że jej siły pokojowe przywiozły cholerę na Haiti, organizacja zobowiązała się do sfinansowania tylko 1% tego planu, zalecając Haitańczykom pozyskanie reszty finansowania z sektora prywatnego bądź od indywidualnych inwestorów-filantropów.

Roszczenia wobec ONZ

Podobnie stanowczą i nieugiętą postawę ONZ prezentuje wobec roszczeń o odszkodowania wysuwanych przez krewnych ofiar śmiertelnych epidemii oraz osób zarażonych bakterią Vibrio cholerae. Reprezentujące poszkodowanych haitańskie Biuro Adwokatów Międzynarodowych (BAI) oraz bostoński Instytut na rzecz Sprawiedliwości i Demokracji na Haiti (IJDH) domagają się od ONZ 100 tys. dolarów dla każdej rodziny, w której ktoś zmarł na cholerę, oraz 50 tys. dla wszystkich, którzy na nią zachorowali. W oficjalnych oświadczeniach opublikowanych 21 lutego oraz 5 lipca 2013 roku ONZ formalnie odrzucił skargę twierdząc, że nie może być podmiotem w postępowaniu prawnym. Podkreślił, że na mocy Konwencji genewskiej z 1946 roku dotyczącej Przywilejów i Immunitetów Narodów Zjednoczonych, korzysta z immunitetu obejmującego jego działania, w związku z czym nie może uwzględnić tego typu roszczeń.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>